Pasmo Glichowca (Trupielec, Ostrysz, Glichowiec) z Kornatki

piątek, kwietnia 24, 2026

Pasmo Glichowca (Trupielec, Ostrysz, Glichowiec) z Kornatki

Witam!
Wiosna rozkręca się na dobre, a wraz z nią i plany na kolejne beskidzkie wędrówki. W przerwach pomiędzy pracą a obowiązkami domowymi lubię czasem odpalić jakąkolwiek wirtualną mapę turystyczną i przez dłuższe chwile wodzić wzrokiem za gęsto plączącymi się oznaczeniami szlaków. Po zdobyciu Korony Beskidu Wyspowego, której wszystkie trasy ze szczegółami opisałem na swoim drugim blogu (LINK), szukam zazwyczaj nowych celów, tak aby ten drzemiący wewnątrz górski apetyt nie zaspakajać ciągle tym samym. Każdy sensowniejszy pomysł wpada potem pomiędzy notatki i czeka na swoje pięć minut, które tak naprawdę mogą nadejść w dowolnym momencie. Jeden z nich zawojował pewnym marcowym, sobotnim popołudniem...




Sobotni, jeszcze wczesnowiosenny poranek minął błyskawicznie, ale jednocześnie dość produktywnie. Zmiecione kurze, pomyte podłogi, rozwieszone świeże pranie, uprzątnięta kuchnia... można powiedzieć, że plan kury domowej wykonany w akceptowalnym stopniu. Zadowolony z takiego obrotu spraw powędrowałem więc z kubkiem kawy z mlekiem do ogrodu i zacząłem snuć plany na dalszą część dnia. I takim sposobem, niczym Filip z konopi, w myślach wyskoczył pomysł o jakiejś szybkiej wycieczce w kierunku Beskidów. W marcu, w okolicach godziny 12:00 ciężko już zaszaleć w tym temacie, ale to właśnie wtedy przypomniał mi się jeden z kierunków, który ostatnio śledziłem z zaciekawieniem na mapie: Pasmo Glichowca. Blisko? Niecałe pół godziny jazdy samochodem, więc blisko! Wymagająco? Raczej nie, więc idealnie na dłuższy spacer z plecakiem. Ciekawie? Jak dla mnie zaskakująco bardzo! A co ja będę więcej pisać, przekonajcie się sami!


Wędrówkę przez Pasmo Glichowca rozpoczynam przy niewielkim parkingu nieopodal leśniczówki w Kornatce.

Współrzędne postoju: 49.837664, 20.075925

Po zostawieniu samochodu na parkingu kieruję się w kierunku południowo-zachodnim. Po pokonaniu około 300 metrów drogą asfaltową, pomiędzy ostatnimi zabudowaniami Kornatki, docieram pod rozwidlenie dwóch szutrowych ścieżek. Skręcam w prawą odnogę.

Pierwszy fragment włóczęgi pokonuję zgodnie z oznaczeniami biało-niebieskiego szlaku o jakże wdzięcznej nazwie, "Niezapominajka". Ta spacerowa trasa zatacza około dwunastokilometrowe kółko wokół Kornatki i północnych części Pasma Glichowca. Co ma do zaoferowania prócz spokojnego przemarszu przez świetliste lasy? Może kiedyś znajdę okazję, by to sprawdzić...

Niewielkie nachylenie terenu i szeroka, całkiem dobrze ubita droga zapewniają sprawne tempo przemarszu.

Po przejściu mniej więcej półtora kilometra docieram pod spore skrzyżowanie kilku leśnych dróg, zwieńczone tablicą z mapą okolicy. Według niej Pasmo Glichowca należy do Beskidu Średniego, czyli Makowskiego, ale jak się okazuje ta klasyfikacja nie jest wcale taka prosta do ustalenia. Jedni twierdzą zgodnie z napisami na powyższej tablicy, inni zaś szufladkują ten urokliwy obszar do Pogórza Wiśnickiego, a nawet do Beskidu Wyspowego! Tereny graniczne często budzą takie małe niezgodności, ale koniec końców czy to aż takie ważne? Na to pytanie odpowiedzcie już sobie sami...

Na ów skrzyżowaniu nie skręcam ani w lewo, ani w prawo, idę natomiast prosto wchodząc na szlak niebieski.

Po wejściu na niebieski szlak czeka mnie krótkie, ale całkiem intensywne podejście na Trupielec.

Tabliczki szczytowe oraz niepozorna ławka, zwana ławką Beaty, znaczą najwyższy punkt Trupielca, jednej z trzech głównych kulminacji pasma. Choć na drewnianej tabliczce wyryto dość wesołe przedstawienie kościotrupa, to historia tej góry i nazwa z nią związana ma zupełnie inne oblicze. W czasach słowiańskich najpewniej mieściła się w pobliżu mała osada, której ślady w postaci całopalnych kurhanów odkryjemy wspólnie w dalszej części wpisu. Ważny punkt na osi czasu stanowią lata 1655-1660, czyli okres potopu szwedzkiego. Według miejscowych opowieści na zboczach Trupielca doszło do jednej z potyczek pomiędzy Polakami i Szwedami, a niepochowane należycie zwłoki jej ofiar przez długi czas masakrowały i roznosiły po okolicy dzikie zwierzęta. Kulminacja ta była również miejscem krwawych walk pomiędzy Rosjanami a armią Austro-Węgier w początkowych miesiącach I wojny światowej. 

Zimą i wczesną wiosną nagie drzewa odsłaniają widok w kierunku Przełęczy Zasańskiej oraz Kamienników. Z pierwszych cieplejszych promieni Słońca korzysta grupka płochliwych pazi królowej... i ja :)

Kontynuuję przejście niebieskim szlakiem w kierunku wschodnim i po kilku minutach docieram pod kolejne skrzyżowanie tras. Tam skręcam w prawo.

Mijam wierzchołek Trupielca północno-zachodnim zboczem i po jakichś 200-300 metrach docieram pod jeszcze jedno rozwidlenie dróg. Odbijam w lewo.

Kilkaset metrów dalej oczom ukazuje się przerzedzenie lasu i zbiegowisko zabłoconych traktów. To właśnie w tamtym miejscu zaczynam rozglądać się za śladami Słowian, o których wspominałem przy okazji opisu Trupielca. Całopalne kurhany, których może być tam nawet z 40, odkryto w latach 30. ubiegłego stulecia, a dokładniej zbadano je w latach 60. Pochodzą one mniej więcej z VI-VII wieku, czyli jak łatwo zaobserwować liczą sobie prawie 1500 lat! Cmentarzysko służyło najprawdopodobniej niewielkiej społeczności, która mogła się osiedlić w rejonie Pasma Glichowca.

Po tej jakże fascynującej podróży do przeszłości wracam się do skrzyżowania z przedostatniego ujęcia, skręcam w lewo i po chwili docieram z powrotem pod tablicę z mapą Pasma Glichowca. Zgodnie z oznaczeniami niebieskiego szlaku wchodzę na ścieżkę przeciętą szlabanem.

Kolejny fragment wędrówki i niebieski szlak pozwalają mi zdobyć pozostałe dwie kulminacje pasma: Ostrysz i Glichowiec. Oba wierzchołki pokonują barierę 500 metrów nad poziomem morza, ale jak możecie się już domyślić... spektakularnych widoków z nich się nie uświadczy.

Drugie na trasie krótkie, ale całkiem intensywne podejście wyprowadza na wierzchołek Ostrysza, 507 metrów nad poziomem morza. 

Ostrysz swoją nazwę otrzymał dzięki całkiem charakterystycznemu kształtowi kopuły, widocznemu zwłaszcza od strony Przełęczy Zasańskiej. Na wierzchołku, poza przyjemnym lasem, nie dzieje się wiele, więc szybka seria zdjęć i ruszam dalej.

Schodząc z Ostrysza docieram do skrzyżowania z szlakiem żółtym biegnącym z Dobczyc.

Przez dosłownie kilkaset metrów towarzyszą mi zatem dwukolorowe oznaczenia szlaku.

Drogowskazy obwieszczają ponowne rozstanie się szlaków. Ja kontynuuję przejście niebieskim w kierunku Glichowca, zaś żółty schodzi do Przełęczy Zasańskiej, a w dalszym biegu wyprowadza na Kamiennik Południowy, Suchą Polanę i wschodnie zbocza Lubomira.

Obszar pomiędzy Ostryszem i Glichowcem jest mocno umęczony przez prężnie działającą gospodarkę leśną. Taki widok potrafi popsuć wędrowniczy nastrój, ale na szczęście jakieś dwa, no może trzy zakręty później Matka Natura odzyskuje pełną kontrolę nad polem widzenia :)

Szybko docieram pod trzecie i zarazem ostatnie krótkie, ale całkiem intensywne podejście. Ścieżynka biegnąca płytkim wąwozem doprowadza mnie...

...na Glichowiec, najwyższą kulminację pasma. Glichowiec znajduje się w wykazie gór należących do Korony Beskidu Myślenickiego, zatem warto (na wszelki wypadek!) strzelić sobie porządniejsze selfie z tymi tabliczkami!

Tabliczki szczytowe wiszą na drzewie przy szlaku, kilka metrów poniżej właściwego wierzchołka. Aby zatem dopełnić wszystkich formalności, odbijam w dość słabo widoczną dróżkę prowadzącą na najwyższy punkt Glichowca, a zarazem całego pasma.

W nagrodę za wdrapanie się na Glichowiec pod nogami wyrasta dywan purpurowych żywców gruczołowatych. Rośliny te są karpackimi endemitami, co oznacza, że poza terenem Karpat nie znajdziemy jej nigdzie indziej na świecie. W Beskidach, zaraz obok krokusów i pierwiosnków, są pierwszymi zwiastunami prawdziwej, pełnej życia wiosny.

Po zejściu z wierzchołka Glichowca kontynuuję przejście niebieskim szlakiem w kierunku północno-wschodnim.

W pewnym momencie, z lewej strony, otwiera się niewielka panorama w kierunku Kornatki i Dobczyc. Sama trasa może i nie wiedzie bogatymi krajobrazowo rejonami, ale w zimową porę, gdy ów krajobrazy rozczarowują wszechobecną szarzyzną i szarością, czy w upalne dni wędrówka jasnym, podgórskim lasem sprawdza się przecież idealnie!

Mniej więcej kilometr za Glichowcem trafiam na spore, leśne skrzyżowanie dróg. W tamtym miejscu schodzę z niebieskiego szlaku skręcając w lewo.

Leśne drogi w rejonie Pasma Glichowca, no może poza tym felernym odcinkiem za Ostryszem, trzymają się w nienagannej formie. Szeroki, bardzo dobrze ubity trakt zachęca do włóczenia się bez końca.

Wczesnowiosenne pobocza toną w kępach podbiałów, śledziennic i lepiężników. Takie to pierwsze promyczki zwiastujące rozkwit i renesans otaczającej nas przyrody...

Po niecałym kilometrze leśna droga dociera pod południowe zbocze Kaczej Góry i łączy się z żółtym szlakiem, tym samym, który mijałem schodząc z Ostrysza. Skręcam w lewo.

A żeby było jeszcze milej, to ze szlakiem żółtym na tym odcinku tor dzieli biało-niebieska "Niezapominajka". Pobliska ściółka leśna kryje się pod ogromnymi, jasnozielonymi dywanami torfowca, a ja pomału zmierzam ku mecie wędrówki.

Nie wiem czy na stałe, czy nie, czy przypadkowo, czy specjalnie ale zielony kontener rozdziela żółty szlak z "Niezapominajką". Pierwszy z nich biegnie w lewo ku Ostryszowi, zaś ten kwiecisty odbija w prawo wiodąc ku leśniczówce i domknięciu mojej pętli w Paśmie Glichowca.

Mijam zatem zabudowania leśniczówki w Kornatce i po dłuższej chwili kończę przejście wracając na parking.


Pasmo Glichowca zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Oczywiście, że nie była to wędrówka życia, ale takie spokojne, pozornie niepozorne trasy też potrafią zagwarantować dobrze spędzony czas na łonie natury. Człowiek trochę się zmęczy, trochę nacieszy oko przyrodą, trochę poodkrywa historii... i czegóż chcieć więcej? Na pewno tam powrócę!




Pozdrawiam serdecznie i do napisania :)
Skiełek i wieża widokowa zielonym szlakiem z Łukowicy

sobota, marca 21, 2026

Skiełek i wieża widokowa zielonym szlakiem z Łukowicy

Witam!
Przedwiośnie śmiało zapukało do naszych drzwi topiąc leżące od dawna pokłady śniegu i skutecznie przeganiając ujemne temperatury. W takich przyjemnych okolicznościach przyrody grzechem byłoby nie zacząć planować kolejnych wypadów w góry, a w moim przypadku oczywiście w Beskid Wyspowy. Nasza metafizyczna przyjaźń, bo ludzko-górska, trwa już ponad dwa lata i z każdym sezonem rozwija się ona coraz bardziej. Przy wiecznym braku czasu i harmonogramie napiętym jak plandeka na żuku czasami ciężko pogodzić przyjemne z pożytecznym, ale przy umiejętności dobrej organizacji czasu i na górskie wędrówki znajdzie się godziwe miejsce.
 
Pierwsze wiosenne endorfiny tworzą niemały miszmasz w głowie. Gdzie by tu jechać najpierw? W jakim miejscu zacząć ten nowy sezon? Który szlak wybrać? Pytania mnożyły się nieustannie, a odpowiedzi kazały na siebie czekać i czekać, i czekać. Po dłuższej chwili udało się jednak podjąć twardą i ostateczną decyzję: wracam na Skiełek.




Skiełek jest jedną z wysp okalających południowo-wschodnie rubieże całego pasma. Na pierwszy rzut oka góra nie wyróżnia się niczym szczególnym poza całkiem kształtną, ciemnozieloną kopułą, której zarys dobrze widać jadąc lokalnymi drogami z Limanowej. Po bardziej wnikliwej obserwacji można jednak zaobserwować, że w najwyższym punkcie, zza ciemnozielonych, iglastych koron, wychyla się fragment wieży widokowej. Drewniana, niemal 30-metrowa konstrukcja wieńczy wierzchołek Skiełka od 2022 roku i niewątpliwie tchnęła w historię tej góry nowe życie. 

Skąd i jak najlepiej wdrapać się na górę? Skąd pochodzi jej nazwa? Jakie widoki czekają na zdobywców? Na wszelakie pytania postara się odpowiedzieć kolejna wirtualna wędrówka... zapraszam serdecznie!


Pierwszą pozimową wędrówkę zaczynamy w centrum miejscowości Łukowica, skąd prowadzi jedyny znakowany szlak na szczyt Skiełka, koloru zielonego. Samochód najlepiej zaparkować na jednym z kilku parkingów otaczających dwa tamtejsze kościoły. Przed wyjściem na szlak warto podejść pod drewnianą świątynię, której historia sięga drugiej połowy XVII wieku. Kościół niosący wezwanie św. Andrzeja Apostoła należy do Małopolskiego Szlaku Architektury Drewnianej i do dzisiaj stanowi jedną z wizytówek wsi. Jego nienaganny wygląd i... zapach potrafi w trymiga przenieść ku czasom naszych przodków.

Współrzędne postoju: 49.605012, 20.492709

Niezmotoryzowani mogą natomiast dostać się do Łukowicy z pomocą busów, które dość często kursują z Limanowej lub Nowego Sącza.


Wchodzimy na zielony szlak skręcając w asfaltową dróżkę pomiędzy nowym kościołem a budynkiem lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Po chwili turystów wita charakterystyczna tabliczka informacyjna...

...a także pierwszy okazały widok na cel wędrówki. Trójkątny szpic wieży widokowej nieśmiało zachęca do nabierania wysokości.

Pierwszy fragment podejścia na Skiełek prowadzi, jak to często w Beskidzie Wyspowym bywa, wąską asfaltówką pomiędzy zabudowaniami wsi. Droga wiedzie intuicyjnie ku górze poza tym jednym małym wyjątkiem. Na rozwidleniu, jakieś 200-300 metrów za budynkiem OSP, wybieramy prawą odnogę!

Oznaczeń zielonego szlaku i Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego nie brakuje. Z ich nieocenioną pomocą mijamy jedne z ostatnich gospodarstw Łukowicy. Z minuty na minutę ludzkie dzieło ustępuje budzącej się do życia Matce Naturze.

Po kilkunastu minutach intensywniejszego marszu oczom ukazują się pierwsze porządniejsze widoki. Najbliższa okolica otwiera swoje horyzonty na najwyższe partie sąsiedniego Beskidu Sądeckiego.

Asfalt wije się po całkiem stromo nachylonym stoku Skiełka absolutnie nie mając litości dla resztek kondycji, które pozostały po dłuższej zimie. Krople potu ściekają z czoła niczym oszalałe, a serce urządza sobie sambodron rodem z brazylijskiej stolicy karnawału. Mimo to uśmiech i radość z kolejnej beskidzkiej wędrówki nie maleją!

Na wysokości około 600 metrów nad poziomem morza, zaraz przy szlaku, mieści się dosyć spory parking dla turystów zmierzających na wieżę widokową na Skiełku. Dzięki niemu w prosty sposób można sobie skrócić drogę na szczyt omijając opisany wyżej fragment z centrum Łukowicy. Jeśli komuś zależy na czasie lub słodkim lenistwie (do czego nie namawiam!), to taka alternatywa może być zbawienna.

Współrzędne parkingu: 49.603834, 20.477743

Niecałe pół kilometra za wspomnianym parkingiem docieramy pod skrzyżowanie na którym zielony szlak opuszcza asfaltową drogę wnikając w las porastający kopułę Skiełka. Skręcamy zatem w prawo...

...i pewnym krokiem kierujemy się na 749. metr nad poziomem morza, czyli najwyższy punkt Skiełka.

Leśny trakt postanawia w pewnym momencie przypomnieć o koszmarkach najbliższej przeszłości i rzucić wyzwaniem w postaci dużej tafli lodu pokrywającej całą szerokość szlaku. Taki obrazek może być dobrą nauczką dla każdego, kto nie pamięta zasady, że im wyżej tym większa szansa na zalegające śniegi i inne zimowe niespodzianki. Warto pamiętać, że nawet w Beskidach zima wygląda nieco inaczej niż na niższych wysokościach, czy w dolinach. W okresach przejściowych, czy to między jesienią a zimą, czy to pomiędzy zimą a wiosną łatwo o takie nieprzyjemności.

Mimo kilku nienajbezpeczniejszych fragmentów szybko docieramy pod ostatnie podejście. Cel już naprawdę blisko!

Po mniej więcej godzinie od startu docieramy pod wieżę widokową na Skiełku. Udostępniona w 2023 roku konstrukcja szybko stała się popularną atrakcją turystyczną i niejako chlubą całej gminy Łukowica. U stóp wieży ustawiono kilka ławostołów przy których bez wyrzutów sumienia można odbębnić dłuższy odpoczynek. Co ciekawe, miejsce na ognisko także się znajdzie!

Skiełek jest jedną z 40 wysp wchodzących w skład Korony Beskidu Wyspowego oraz jednym ze 102 wierzchołków odznaki "102 Wyspy Beskidu Wyspowego". Za konstrukcją wieży warto odszukać charakterystyczną, wyspową tabliczkę oraz sporą drewnianą tablicę ze szczegółową mapą całego pasma.

A skąd ta dość oryginalna i nietuzinkowo brzmiąca nazwa góry? Skiełek wziął się od gwarowego określenia "skiałczenie", które ma oznaczać skowyt, wycie wilków. Niegdyś grasowało ich tam ponoć sporo...

Wierzchołek Skiełka wieńczy także krzyż, który upamiętnia wizytę papieża Jana Pawła II w pobliskim Starym Sączu w 1999 roku.

Jednak to, co najistotniejsze czeka 28 metrów wyżej, na najwyższym piętrze wieży widokowej. Zza gęstego rzędu barierek wyłaniają się kapitalne panoramy z wszystkich stron świata. Prym wiodą oczywiście majestatyczne kształty Tatr, które nawet z większych odległości budzą respekt.

Zachodnim horyzontem niepodzielnie rządzi sama królowa Beskidu Wyspowego, czyli oczywiście Mogielica. Wyraźnie uwydatniony wierzchołek opada ku zaśnieżonym jeszcze polanom: Stumorgowej i Wyśnikówce.

W najbliższym sąsiedztwie Skiełka wznosi się zaś Pępówka. Porośnięta mieszanym lasem wyspa maluje swe surowe oblicze brązami i ciemną zielenią...

Nieopodal Skiełka wyrasta także sporo niższa kopuła Bąkowca. Północny horyzont kreśli natomiast Pasmo Łososińskie z górą Chełm na czele.

Z wieży widokowej na Skiełku można dopatrzeć się także najwyższego wzniesienia Beskidu Sądeckiego, Radziejowej (na zdjęciu), czy Beskidu Niskiego- Lackowej i Busov.

Uwagę zwraca także obrazek naszego miejsca startu. Maleńka Łukowica wygląda całkiem uroczo, spokojnie, niebawem tam wrócimy!

Po dłuższej chwili spędzonej na wieży widokowej ruszamy w drogę powrotną. Za konstrukcją szukamy kolejnych oznaczeń zielonego szlaku i kontynuujemy przemarsz w kierunku północno-zachodnim. Takim sposobem zrobimy sobie niewielką pętelkę wokół samego Skiełka.

300 metrów dalej, na całkiem mocno zaśnieżonym odcinku, odbijamy z zielonego szlaku na nieznakowaną ścieżynkę...

...i schodzimy nią prosto na drogę asfaltową. Skręcamy w lewo, by za jakieś 800 metrów domknąć tę mini-pętelkę w lesie pod Skiełkiem.

Droga zdążająca do Łukowicy postanawia jeszcze wybiec na moment z lasu, by kolejnymi cudnymi widokami podziękować za wspólnie spędzony, przedwiosenny dzień. Każdego dnia przybywa koloru, przybywa dnia, a mi przybywa uśmiechu i pozytywnej energii!

Wchodząc z powrotem do lasu mijamy jeszcze ukwieconą do granic możliwości nadrzewną kapliczkę, która z wdzięcznością chłonie każdy najmniejszy promyk słońca. Na szlakach Beskidu Wyspowego można napotkać wiele takich kapliczek. Niektóre z nich przetrwały już naprawdę spory kawał czasu i historii.

Po kolejnych kilku minutach z powrotem docieramy pod miejsce złączenia się asfaltówki z zielonym szlakiem, a potem pod wcześniej wspomniany parking dla samochodów. Tą samą drogą wracamy do centrum Łukowicy.


Skiełek darzę całkiem sporą sympatią. To właśnie tam, niecałe 2 lata temu, miałem okazję po raz pierwszy uświadczyć zachodu Słońca w górach. Złoto-pomarańczowe poświaty nad Modynią i Mogielicą na długo pozostały w moich wspomnieniach.

I tak można zaczynać kolejny sezon wędrówek! Jak zawsze czuję wdzięczność, dziecięcą wręcz radość, ale i... niedosyt. Wyspowymi szlakami mógłbym bowiem chodzić bez końca...




Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)
Copyright © WYSPY BESKIDZKIEGO PRZYLĄDKA , Blogger